O poczuciu spełnienia.

Spełnienie i rozwój to mój zasadniczy cel jeśli chodzi o realizację moich różnych ról życiowych. Wiem jedno – rozwijają mnie wszystkie życiowe doświadczenia, niezależnie od tego czy niosą ze sobą radość czy cierpienie.

spełniona

Nigdy nie sądziłam na przykład jak bardzo rozwinie mnie macierzyństwo – na wszystkich płaszczyznach. Począwszy od mojego stosunku do zdrowia i życia poprzez samorealizację, a skończywszy na sposobach zarabiania pieniędzy. Oczywiście nie obyło się to bez chwil zwątpienia i trudności. Wszystko to jednak przywiodło mnie do punktu, w którym jestem dziś. Najlepszym elementem tej układanki jest ciągły rozwój mnie jako rodzica. Kończy się jeden etap, a zaczyna drugi, wciąż potrzeba czegoś się uczyć, zmieniać podejście, szukać sposobów.

Bardzo cenię także wszystkie moje zawodowe aktywności, które wykonywałam, choć zdecydowanie nie każda z nich była tym, do czego aspiruję. Każde doświadczenie nauczyło mnie czegoś o mnie samej. Zrozumiałam także, że tym, co interesuje mnie najbardziej, jest wszechstronny rozwój.

A spełnienie? To oczywiste, że spełniona czuję się kiedy wszystko idzie po mojej myśli i osiągam swoje cele. Ale nie zawsze odczuwam satysfakcję z pełnienia wszystkich moich życiowych ról. Kiedyś myślałam, że to źle. Wygląda jednak na to, że tak już po prostu jest. Dziś bardziej spełniam się w pracy, a jutro może poczuję staysfakcję z bycia perfekcyjną panią domu, a pojutrze pojadę w świat i ucieszę serce podróżą. Dawanie sobie przestrzeni na różne uczucia, doświadczenia i przeżycia to dawanie sobie możliwości bycia spełnionym człowiekiem. Poczucie spełnienia nie ma jednego źródła. Zależy od wielu czynników i okoliczności także. Pocieszające jest to, że na wiele z tych czynników mamy wpływ – my sami.

Spełnienia Ci życzę,

Justyna

Zadowolona i Rozczarowana.

Nie tak dawno temu, w nie tak odległej krainie żyły sobie dwie kobiety. Obydwie były ładne i mądre. Obydwie zaradne i na pierwszy rzut oka nie różniły się znacznie. Ale…

spełniona i rozczarowana

Pierwsza kobieta – dajmy jej na imię Zadowolona – każdy dzień rozpoczynała z uśmiechem na twarzy. Kiedy stawała przed lustrem patrzyła na siebie z sympatią i dość często powtarzała sobie: „Lubię siebie i cokolwiek się nie wydarzy dam sobie radę.” Gdy zdarzały jej się niepowodzenia przyjmowała je ze zrozumieniem, wyciągała wnioski, ale nie kajała się za swoje porażki. Traktowała je raczej jak cenne doświadczenia. Wiodła spokojne życie, ufała sobie, była częścią wspaniałej rodziny. Każdego wieczora dziękowała za wszystko, co ją spotkało. Miała serce pełne nadzieji i wiary w nadchodzące dni.

Druga kobieta – dajmy jej na imię Rozczarowana – każdy dzień rozpoczynała zmartwieniami. Myślała o wszystkim, co musi zrobić i jaki ciężki jej żywot. Nie lubiła siebie, nie lubiła też swojego życia. Uważała je za przypadkowy splot zdarzeń, będący działaniem Siły Wyższej, nad którym ona nie potrafi zapanować. Kiedy stawała przed lustrem nie mogła patrzeć na swoją zmęczoną twarz i z dezaprobatą kręciła głową. Choć była mądra i zdolna nie miała szans zrealizować się w pracy, a każda jej prośba o awans czy podwyżkę była odrzucana. Każdego wieczora szła więc spać jeszcze bardziej rozczarowana u boku równie rozczarowanego mężczyzny. Narzekaniu nie było końca, a frustracja przelewała jej się uszami.

Obydwie te kobiety były do siebie bardzo podobne pod względem talentu, urody czy inteligencji. Różniły się bowiem diamteralnie nastawieniem do siebie samej. Zadowolona mówiła i myślała o sobie dobre rzeczy, czuła się więc pełna energii by sprostać wszelkim wyzwaniom, także tym trudnym bądź problematycznym. Rozczarowana nie lubiła siebie, jej serce zatopiło się w goryczy. Trudno było jej dostrzec to, co w niej dobre i wartościowe.

W wyniku pozytywnego nastawienia do siebie Zadowolona wiodła dobre, satysfakcjonujące życie.  Rozczarowaną natomiast spotykały kolejne niepowodzenia i trudności.

Bo to, co o sobie mówimy i myślimy przekłada się bezpośrednio na to, kim się stajemy i w jaki sposób przeżywamy nasze życie. Tylko od nas zależy czy chcemy się docenić i zobaczyć wszystko to, co dobre wokół, czy zaserwujemy sobie wiązankę krytyki poprzedzoną czarnym scenariuszem na temat naszego życia.

Zadowolenie czy rozczarowanie?

Pozdrawiam ciepło,

Justyna

Droga serca – życie na sto procent.

Jestem z tych, którzy nie mają w zwyczaju podejmowania działań na pół gwizdka. Jak coś robię, lubię robić to dobrze. Jak inwestuję w coś energię, chcę działać całą sobą.

droga serca (1)

 

Był taki czas w moim życiu, jeszcze ponad 10 lat temu, kiedy czułam, że sercem rozumiem więcej niż jestem w stanie opowiedzieć. Później, kiedy byłam już na studiach poszłam jednak drogą racjonalizacji wszystkiego, co się w moim życiu przydarza.

Wtłoczona w społeczne ramy odrzuciłam drogę serca, bo uznałam, że głowa wie lepiej. Trwało to dwa-trzy lata. Szukałam siebie za pomocą rozumu i znaleźć nie mogłam. Szukałam swojego powołania i pracy, która da mi spełnienie – na próżno. Zamiast spełnienia zalała mnie fala frustracji, kiedy dostałam pracę w jednej z warszawskich firm doradztwa finansowego. Wiesz, ja wtedy jeszcze nie rozumiałam, że wszystko w życiu jest nam potrzebne. I wtedy trafiłam na pewną książkę, która wydawała mi się lekturą science fiction. Autorka pisała o zapisywaniu swoich marzeń, słuchaniu intuicji i wizualizacji. Nie wiedziałam co o tym myśleć, ale z drugiej strony nie miałam nic do stracenia. Pozostało mi spróbować. Przez trzy miesiące wykonywałam zadania z tej książki, a po tym czasie spotkałam mężczyznę mojego życia, zmieniłam zupełnie kierunek życiowych dążeń, zaczęłam słuchać tego, co podpowiada mi serce. Po dziewięciu miesiącach znalazłam pracę, która pozwoliła mi się spełniać, rozwinąć skrzydła, znaleźć pasję w tym, co robię. Wiem, że może brzmieć to nieprawdopodobnie, ale to był początek mojej drogi rozwoju osobistego.

Nie oznacza to, że później nie zdarzały mi się potknięcia, a nawet upadki, ale nigdy nie zaślepiło mnie już tak, bym nie mogła sobie poradzić. Od tamtej pory cokolwiek się nie dzieje pamiętam, że zawsze jest jakiś sposób, by coś zmienić. Tamta książka była tylko początkiem, potem były kolejne książki, inspirujące warsztaty i życie, które w nieoczekiwany sposób zmieniało się z dnia na dzień – na lepsze, ale dzięki niej zrozumiałam, że każdy z nas żyje własnym życiem i każdy z nas żyje na swój własny sposób. Warto pracować nad wypełnieniem swojego życia, tym czego pragniemy. Tkwienie w marazmie i wmawianie sobie, że świat jest zły, a ludzie beznadziejni prowadzi donikąd. Odrobina wiary w dobro i miłość może zmienić znacząco nasze otoczenie.

Moje życie nie jest w żaden sposób niezwykłe, ale wiesz… dziś mam takie poczucie, że żyję na sto procent. Tym, co pozwala mi czuć się dobrze jest działanie. Nawet jeżeli marzę o wielkich rzeczach skupiam się najpierw na małych zadaniach, bo to one dają szansę, by urzeczywistniać plany już dziś. To one czynią ten właśnie dzień wartościowym i „pełnym” dla mnie. Mogłabym czekać aż stanę przed sztalugą i namaluję dzieło życia, ale gdy mam tylko pół godziny czasu dla siebie lepiej będzie namalować każdego dnia jeden mały fragment niż czekać na cały wolny dzień, który być może się pojawi, ale kto wie kiedy?

Odnalezienia drogi serca Ci życzę,

Justyna